Bardziej, mocniej, więcej.

Czuję się słaba. Jakbym nie miała kontroli nad własnym życiem.

Ostatnio w jednym z moich wpisów przeczytałam, że jestem z siebie zadowolona, że w ostatnich miesiącach wszystko mi się z powodzeniem udało i jest bardzo fajnie. W tym momencie mam ochotę to usunąć i napisać sprostowanie – byłam chwilowo upojona momentami powodzenia we wszechogarniającym niepowodzeniu.

Zaraz zaczynam studia, na które nie chcę iść, ale muszę. Muszę, bo inaczej stracę alimenty, czyli 70% środków mojego utrzymania. Nie dostałam się na kierunek, który sobie wymarzyłam, więc musiałam wybrać coś, na co rekrutacja jeszcze się nie zakończyła. Teraz uważam, że byłam głupia. Że nie dałam z siebie wszystkiego. Że nie postarałam się wystarczająco mocno, by zawalczyć o coś, na czym mi zależy. Żałuję. Teraz stracę cały rok na naukę czegoś, co prawie mnie nie interesuje, z czym nie wiążę swoich planów na przyszłość, nawet trochę. I to dlatego, że nie dałam z siebie wszystkiego kiedy mogłam.

Bo zawsze coś było ważniejsze. Chłopak, spacer z psem, zmęczenie, sen. Mogłam inaczej zorganizować sobie czas, postarać się bardziej, mocniej, więcej. Dlaczego tego nie zrobiłam? Teraz będę pluć sobie w brodę do momentu aż nie dostanę się na wymarzony kierunek.

Próbuję tłumaczyć to sobie jakoś. Że tak widocznie musiało być. Że może to jakiś boski plan na moje życie. Że może dobrze się stało, to będzie moja mała klęska, z której się podniosę, dam radę przez to przejść, stanę się silniejsza. Postaram się bardziej, mocniej, więcej i uda mi się. Będę walczyć tak mocno aż do momentu gdy sama z siebie będę dumna.

2 myśli nt. „Bardziej, mocniej, więcej.

  1. Ja zrezygnowałam ze studiów. Zapisałam się w kwietniu, wypisałam w sierpniu. Stwierdziłam, że chcę znaleźć pracę i zarobić na autko. Ale co z tego wyszło? Okazuje się, że pracy nie ma, a ja wciąż siedzę w domu i niewiele robie. To mnie powoli dobija. Wkurzam się, że zmarnowałam czas od czerwca na nic nie robienie. Nie wiem jak jest z alimentami, bo nie ogarniam tematu, ale myślę, że są jakieś studia, które chociaż po części polubisz, jakiś kierunek na który byś się dostała. Dużo uczelni ma też zimową rekrutacje, więc myślę, że dasz sobie radę :) Pozdrawiam.

  2. Nie poszłam na studia po maturze, bo po prostu nie dostałam się na ten jeden, wymarzony kierunek. Poprawiałam maturę tak jak setki ludzi i kilka osób ode mnie z klasy. Niektórzy rzucali studia żeby tylko spróbować. Nie zniechęcaj się :) Może akurat ten kierunek na który się dostałaś będzie strzałem w dziesiątkę, a może za rok się uda :) Trzymam kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>