Chcę mieć to za sobą.

Mam już naprawdę dość.

Dni uciekają mi przez palce, nawet nie wiem kiedy. Do matury coraz bliżej, a mam wrażenie, że umiem coraz mniej. Bardzo się boję. Że nie napiszę, że nie zdam, że nie będę wiedziała, że nie dam rady.

Najgorsze jest to, że nie czuję się na siłach żeby w ogóle tam iść. Wczoraj nawet nie poszłam do szkoły. Jeśli nie jestem w stanie iść do szkoły, to co dopiero napisać najważniejszy egzamin życia.

Nie mam motywacji. A problem tkwi w tym, że jestem zbyt ambitna i wiem na sto procent, że moje maturalne oceny nie będą mnie zadowalać. Nie poczuję dreszczyku satysfakcji.

Do tego dochodzi stres. W pewnych momentach jestem tak spanikowana, że mam ochotę rzucić się pod autobus byleby nie musieć tego zdawać. W innych, trochę mniej desperackich, nie obchodzi mnie czy zdam czy nie i z jakim wynikiem, tylko chcę mieć to za sobą.

Mam ostatnie dwa tygodnie żeby jeszcze czegoś się douczyć, coś powtórzyć, poćwiczyć. A zamiast tego, uciekam w jego ciepłe ramiona, bo tylko w nich jest mi dobrze i nie trzęsę się ze strachu.

Definitywnie kawa.

Klasa maturalna to jeden z najcięższych okresów, definitywnie.

Wstać. Kawa. Wyjść. Uczyć się. Kawa. Wrócić. Kawa. Uczyć się. Jeść. Kawa. Spać. I od nowa. Ciągle i ciągle.

Nie byłam w stanie robić nic innego, nic co sprawiałoby mi prawdziwą (taką naprawdę realną i prawdziwą) przyjemność. Fakt faktem, w weekendy znalazłam trochę czasu, by odłożyć repetytorium od biologii, ale zmęczenie brało górę…

Więc w sobotę o godzinie 21:28 leżę na kanapie i śpię, nieświadoma, że film, który chciałam obejrzeć właśnie się zaczął… Serio, nie mogę obejrzeć żadnego filmu od początku do końca.

Wiem, może trochę narzekam, ale z drugiej strony to ostatnio byłam naprawdę dzielna i nie miałam czasu na jakiekolwiek narzekanie, czy nawet myślenie o narzekaniu… Więc trochę muszę.

Czy działo się co nowego? Zapisałam się do pierwszej w życiu biblioteki. W końcu zdałam prawo jazdy. Biegam codziennie z psem po lesie, żeby uciec od tkanek roślinnych, komórek zwierzęcych i replikacji DNA. Słucham więcej muzyki, kiedy tylko mogę. Obwiesiłam tablicę korkową zdjęciami, cytatami i drobnymi pamiątkami, więc to dzieło jest już skończone. Nie przeczytałam od września ani jednej książki, która nie byłaby lekturą… W ramach kary, powinnam spędzić tydzień w mojej ciemnej i przerażającej piwnicy, której nienawidzę.

To był trudny czas. Wypełniony po brzegi czymś do zrobienia. Od dłuższego czasu chciałam tu wejść… Haha, pewnie zawsze to mówię… Tęsknię za pisaniem tutaj, często podświadomie, ale tak jest. To uzależnia i wciąga. Moje prywatne dragi we wpisach.