Chcę mieć to za sobą.

Mam już naprawdę dość.

Dni uciekają mi przez palce, nawet nie wiem kiedy. Do matury coraz bliżej, a mam wrażenie, że umiem coraz mniej. Bardzo się boję. Że nie napiszę, że nie zdam, że nie będę wiedziała, że nie dam rady.

Najgorsze jest to, że nie czuję się na siłach żeby w ogóle tam iść. Wczoraj nawet nie poszłam do szkoły. Jeśli nie jestem w stanie iść do szkoły, to co dopiero napisać najważniejszy egzamin życia.

Nie mam motywacji. A problem tkwi w tym, że jestem zbyt ambitna i wiem na sto procent, że moje maturalne oceny nie będą mnie zadowalać. Nie poczuję dreszczyku satysfakcji.

Do tego dochodzi stres. W pewnych momentach jestem tak spanikowana, że mam ochotę rzucić się pod autobus byleby nie musieć tego zdawać. W innych, trochę mniej desperackich, nie obchodzi mnie czy zdam czy nie i z jakim wynikiem, tylko chcę mieć to za sobą.

Mam ostatnie dwa tygodnie żeby jeszcze czegoś się douczyć, coś powtórzyć, poćwiczyć. A zamiast tego, uciekam w jego ciepłe ramiona, bo tylko w nich jest mi dobrze i nie trzęsę się ze strachu.

No właśnie.

Tak, tak, dokładnie.

Znowu uciekłam przed tym, co najbardziej mi pomaga. Uciekłam przed pisaniem.

Ile mnie nie było? Ha! Cały miesiąc. Pięknie. Prawie pobiłam swój rekord. Jestem naprawdę głupia. Zamiast wypisać tutaj czy gdziekolwiek indziej wszystko to co mnie wkurza, martwi, cieszy – zajadam się. I po cholerę?! Co to komu daje? Zjedzenie następnej muffinki nie pogodzi mnie z siostrą i nie sprawi, że przestanę przejmować się nową szkołą i środowiskiem, z którym zetknę się we wrześniu. A brzuszek rośnie… Yhhh! Wolałabym być anorektycznie chuda niż z tą nadwagą, którą mam. Do tego ciągle się oszukuję. „Tak, to dziś jest ten dzień. Zaczynam ćwiczyć/biegać/pływać”. Jaaaaasne. W życiu. To się chyba nigdy nie zdarzy. Brakuje mi motywacji. Nie mam skąd jej wziąć i stoję w miejscu. Mój endokrynolog nie będzie zadowolony. No cóż…

Zaczęłam się za czytanie Stephena Kinga. Znaczy się… Wezmę się za niego po przeczytaniu tego, co czytam teraz. Koleżanka pożyczyła mi dwie pozycje z jego kolekcji: „Cmętarz zwieżąt” i „Sklepik z marzeniami”. Od której zacząć?

Przeżywam nową szkołę. I sama nie wiem dlaczego. Znam całkiem sporo osób, które będą w moim roczniku, więc nie będę osamotniona. Mimo wszystko, przejmuję się. A co jeśli nie znajdę kogoś z kim będę mogła się trzymać? A co jeśli nauczyciele okażą się chamami? A co jeśli nie będzie mi tam dobrze? Pff…

Plaża to najlepsze rozwiązanie na upały. Kocham plażę. Kooooooocham. Spiekłam się strasznie i schodzi mi skóra z CAŁEGO ciała, ale co tam! Jutro czekają na mnie kolejne słodkie godziny wygrzewania się na słońcu. Mmmmm. :)

Mój kochający i jakże stęskniony tatuś się odezwał. Oj, jak to on nas bardzo kocha. I tak strasznie tęskni. Ha! Śliczne kłamstwo. Tak okropnie się przejmuje naszym zdrowiem, że mój pobyt w szpitalu to dla niego „nic takiego, przecież ona z tego wyrośnie”. Jeśli tak ma się zachowywać mój ojciec to wolałabym go w ogóle nie mieć.

Tak, dzisiaj trochę chaotycznie, wszytko na raz, ale mam nadzieję, że od września będę tu na bieżąco. Może to pomoże mi poukładać swoje życie choć trochę?